sobota, 2 grudnia 2023
List po CC
Wzruszyłam się. Po raz pierwszy od 4 miesięcy ktoś przez godzinę się mną zajmował, pytał, słuchał, a co najważniejsze – zależało mu na tym, by mi pomóc. Tym kimś była pani rehabilitantka, do której zapisałam się na tzw. „rehabilitację blizny po cc”. Dobrze, że przyszłam w ogóle (większość kobiet nie wie o istnieniu rehabilitacji po cc). Jeszcze jednak lepiej byłoby, gdybym przyszła, zanim skończy się połóg. Gdybym o pewnych zaleceniach wiedziała wcześniej, to uniknęłabym kilku zdrowotnych konsekwencji.
No i właśnie piszę w sprawie tego „wcześniej”. Jak by to było wspaniale (i ekonomicznie dla ochrony zdrowia – bo profilaktycznie!!), gdyby spotkanie z fizjoterapeutką i otrzymanie od niej 2 kartek A4 (z zaleceniami i ćwiczeniami do domu) dostać jeszcze na oddziale położniczym. Dla wielu dziewczyn po cesarce oznaczałoby to, że po raz pierwszy usłyszałyby, że z blizną i mięśniami brzucha powinno się coś specjalnego robić po ciąży. Mam 40 lat a dopiero teraz dowiedziałam się, że blizna nie tylko jest kwestią estetyczną – o nią trzeba zadbać, bo jeśli nie, to za 20 i więcej lat mogę mieć poważne problemy z kręgosłupem (mięśnie, których pracę nieco zmieniła ciąża i cięcie cesarskie, stanowią pancerz wzmacniający, trzymający kręgosłup), poważniejsze niż tylko wynikające z wieku i 3 ciąż problemy z nietrzymaniem moczu i również bardziej prawdopodobne staje się tzw. wypadanie narządów. Nie wiedziałam też, że nie wolno mi teraz robić tzw. „brzuszków” - akurat w moim przypadku, gdzie nastąpiło rozejście się kresy białej (od dwóch dni już wiem, gdzie ją mam), za powrót do figury wezmę się, jak uporam się z kresą, bo inaczej bardziej bym sobie zaszkodziła, niż pomogła. A przewijanie dziecka tylko w pionie, żadnego pochylania się nad małym, by narządy w brzuchu nie napierały na ścianę brzucha!
Trafiłam na przemiłą panią rehabilitantkę i wyobrażam sobie, że gdyby taki ktoś pracował na oddziale położniczym i miał zadanie poinformować, poinstruować (warunki idealne – każda pacjentka dysponuje swoim łóżkiem) i w efekcie wyedukować, to wynikałyby z tego tylko korzyści:
– wsparcie dla kobiety po ciężkiej operacji (komunikat: nie jesteś sama w staraniach o powrót do formy to od razu profilaktyka depresji poporodowej)
– profilaktyka, czyli zmniejszenie kosztów w przyszłości ponoszonych przez ochronę zdrowia na operacje uroginekologiczne (jeśli dla kogoś z MZ jest to w ogóle argument)
– zachęta dla kobiet po cc do dalszych konsultacji rehabilitacyjnych.
Mogłoby to też inaczej wyglądać – np. w formie 2-3 spotkań z rehabilitantką podczas pierwszych miesięcy po porodzie, realizowanych w poradni ginekologicznej – mam oczywiście na myśli publiczną ochronę zdrowia.
Ale dopóki MZ nie uzna tego rodzaju profilaktyki za godną refundacji, mam pewien pomysł, bo głęboko wierzę, że wszystko, co dobre w społeczeństwie, zaczyna się oddolnie: jeśli chcecie uczcić znaną Wam dziewczynę, która niedawno rodziła lub wiecie, że będzie rodzić (zwłaszcza przez cc), zrzućcie się rodzinnie i wśród przyjaciół na pakiet kilku wizyt u fizjoterapeutki, która zajmuje się rehabilitacją poporodową. Zapewniam Was, że dawno nie miałam poczucia tak sensownie wydanych pieniędzy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz